JERZY KRZYSZTOŃ

 

POCZTA LITERACKA

 

1985


Spory zestaw swoich wierszy nadesłał nam pan magister inżynier Andrzej Kućmierczyk z Krakowa, który jest asystentem na politechnice. Otóż ilekroć spotkam przedstawiciela nauk technicznych, który ma słabość do literatury i sztuki, serce we mnie rośnie. Myślę: oto człowiek, który się nie zasklepia, który rozumie, że kultura jest naszym wspólnym dobrem i wspólnie ją pomnażamy, który mi nie odpowie - nie mam czasu na literaturę, sztukę, zresztą do niczego mi to nie jest potrzebne.
Kiedyś rozgorzała dyskusja o pogłębiającej się przepaści między tak zwaną inteligencją techniczną a humanistyczną, a przecież tylko twórczy stosunek do kultury z obu stron może nam zapewnić rozkwit kultury narodowej. Toteż ludzi przyczyniających się do tej wspólnoty witam zawsze chlebem i solą, dlatego tak mnie ucieszyła twórczość inżyniera Kućmierczyka, który pozostał wierny swoim umiłowaniom od szkolnych lat. Kiedy czytałem jego wiersze, przychodziły mi na myśl słowa: Katarzyny Mansfield: "Przecież jedyny skarb, jedyny spadek, jaki możemy po sobie zostawić - to nasze własne ziarnko prawdy". Odniosłem wrażenie, że Andrzej Kućmierczyk wytrwale poszukuje tych "własnych ziarnek prawdy" i może nie zawsze, ale nieraz mu się to udaje, jest to bowiem zajęcie trudne, ryzykowne, czasem prowadzące na manowce, w końcu kto szuka, ten błądzi. Lecz z pewnością te odnalezione ziarnka prawdy dostrzegam w wierszach takich, jak "Quo vadis", "Beze mnie" czy "Sfmks". Ten ostatni to długi wiersz, ale na pewno wart jest posłuchania. Oto on:


Waszą dolą rozpaczliwą przerażony
Dźwigający brzemię nieszczęsnego dzieci waszych losu
 Nieprzytomny z bólu nad mogiłą raju dzieci waszych dzieci
Cierpiący od oglądania wnuków waszych dzieci szamoczących się w
ślepych uliczkach ich żywotów
Udręczony rolą wiecznego świadka syzyfowych przeznaczeń waszych
 . pokoleń
Kłuty w oczy zaciętym uporem waszego trwania i kurczowością
 trzymania się nieznośnego Życia
Nie mogąc odwrócić od was wzroku skazany na wrośnięcie w deptaną
przez was ziemię - płaczę
Płaczę gdy zdaje się wam że słyszycie wołanie pustynnego wiatru
Płaczę łoskotem przesypującego się piasku w klepsydrach i waszych
 mózgach porażonych znikającym czasem
Płaczę zanosząc się suchym spazmem a z moich kamiennych łez
 ronionych przez wieki utoczył czas cały piasek ziemi
Płaczę bo choć znam początek drogi nie widzę gdzie jej kres

Otóż wysłuchaliśmy, moim zdaniem, bardzo ambitnego utworu, jest to metafora losów ludzkich, zastanawiająca w swojej konsekwencji, wymowie i logice, w swoim szczególnym nastroju. Wiersz jakby wykuty w żywym kamieniu, w tkance dziejów. Wypada zatem życzyć inżynierowi Kućmierczykowi dalszych udanych poszukiwań poetyckich. Oby miał serce wytrwać szukając ziaren prawdy.